GŁOS KOBIET to najprawdopodobniej jedna z najistotniejszych wystaw w historii Galerii YES. Z całą pewnością niezwykle ważna również dla całego środowiska złotniczego. Jaki jest jej cel? Co sobą komunikuje? Kto weźmie w niej udział?

„Głos Kobiet” jest jedynym takim projektem, który z premedytacją i pełną odpowiedzialnością zakłada zaprezentowanie wyłącznie kobiecego punktu widzenia na świat, ludzi, sztukę, emocje. Zaproszenie do projektu przyjęło ponad 60 artystek, które zaprezentują blisko 120 obiektów, głównie z zakresu sztuki złotniczej. I choć pomysł na realizację tego przedsięwzięcia zrodził się zdecydowanie wcześniej, to (niestety) idealnie wręcz wpisuje się w aktualne wydarzenia ze sceny społeczno-politycznej, które wręcz wymierzone są przeciwko kobietom. „Głos Kobiet” to zatem wystawa o kobietach, realizowana przez kobiety i kobietom dedykowana, a oglądać ją będzie można od 19 marca do 18 czerwca 2021 roku w Galerii YES.

Wieloaspektowa wystawa feministycznej sztuki złotniczej

„Głos Kobiet” stanowić może soczewkę skupiającą uwagę na polskich artystkach złotniczkach, których głos wyrażany poprzez biżuterię autorską, zarówno w zakresie formy jak i treści, dopiero od niedawna jest tak donośny i śmiały. Okazuje się bowiem, że konkursowa i wystawowa aktywność żeńskiej części środowisk do lat 90-tych była ograniczona. Czy wynikało to z maskulinizacji kręgu artystycznego, czy raczej kwestii nauki rzemiosła zarezerwowanego raczej dla mężczyzn? Nie oznacza to jednak, że prace feministyczne czy feminizujące nie były popełniane, ale dopiero dziś, z perspektywy czasu i śmiałości interpretacyjnej widzimy je jako zbiór obiektów wpisujących się w konkretny nurt.

„Głos Kobiet” to również płaszczyzna do dyskusji na temat kobiecego designu oraz pełnego empatii języka wyrazu artystycznego, który z jednej strony intencjonalnie kierowany był w stronę kobiet, ale z drugiej strony w postaci biżuterii częściej jednak tworzonej przez mężczyzn, raczył jedynie podkreślać walory estetyczne, niźli komunikować. Jak zatem dziś kobiety projektują dla kobiet? Co w swoich utworach z zakresu sztuki użytkowej wzajemnie sobie przekazują? Na jakich aspektach kobiecego jestestwa się koncentrują i co z tego wynika?

Wreszcie „Głos Kobiet” to wystawa-manifest, której poszczególne rozdziały opowiadać będą historie o szacunku do ciała i emocjonalności, konstytuowania kobiety poprzez seksualność, macierzyństwo, związki, pracę, pasję, życiowe doświadczeń. W pracach polskich artystek dostrzec będzie można również ich tęsknoty i pragnienia, troski oraz potrzeby.

„Głos Kobiet” to także momentami smutna konstatacja o historii, która jak wiemy, cyklicznie się powtarza. Widać to na przykładzie takich dziedzin życia jak sztuka, kultura, moda. Czy jednak byliśmy – jako społeczeństwo – gotowi na to, że kobiety cofną się do wydarzeń sprzed kilkuset lat, kiedy to musiały walczyć o swoje prawa?

Obiektywnie o obiektach

Choć prace nad wystawą jeszcze trwają, to oszacować można, że w niewielkiej przestrzeni Galerii YES, która od 22 lat zajmuje się promocją polskiej sztuki złotniczej, zaprezentowanych zostanie blisko 120 obiektów. Ich autorkami są polskie artystki, które biżuterię postrzegają w kategoriach języka wyrazu artystycznego, transponując w ten sposób swój kobiecy punkt widzenia.

Niezwykłą wartością wystawy o charakterze zbiorowym jest fakt, iż w jej obrębie wyeksponowane zostaną zarówno prace nowe, stworzone intencjonalnie na „Głos Kobiet”, jak i prace z przeszłości, realizowane w zupełnie innych okolicznościach miejsca i czasu. Takie zestawienie może zwiastować ciekawe wnioski zarówno w odniesieniu do treści, jak i formy. Wystawę uzupełnią również prace pochodzące z prywatnej Kolekcji Współczesnej Sztuki Złotniczej Marii Magdaleny Kwiatkiewicz.

Sam tytuł projektu „Głos Kobiet” koncentruje się na komunikacie iście feministycznym, a jego pole znaczeniowe jest bardzo szerokie, podobnie jak konteksty. Wśród zgromadzonych obiektów nie zabraknie tych dotykających kobiecego ciała czy cielesności w ogóle. Niezwykle silnym nurtem zdaje się być również aspekt macierzyństwa a także binarność w takich zestawieniach jak kultura i natura, piękno i brzydota, kobieta i mężczyzna. Silnie zaakcentowanym wątkiem, tym bodaj najbardziej naturalnym, a zarazem potrzebnym, jest prawo. Prawo wyboru, prawo do samodecydowania, prawo do miłości, prawo do życia – swoisty powrót do źródła problemu, który jak się okazuje jest aktualny od setek lat.

Szczypta historii

Kobieta w sztuce zdecydowanie częściej obecna była w roli przedmiotu niż podmiotu. Stanowiła bowiem inspirację, była nieprzejednanym źródłem archetypów, a jej symbolika umożliwiała nieograniczone pola interpretacji odnoszące się zarówno do pozytywnych, często stereotypowych jednak przymiotów, jak i tych negatywnych, niepożądanych cech oraz zachowań. Motyw kobiecego ciała, emocjonalności (nie mylić z empatią), określone role społeczne, wreszcie dialektyka i określona stylistyka – to wszystko ujarzmiało kobiety w ścisłych ramach poszczególnych dzieł sztuki. Podobnego uprzedmiotowienia doświadczały kobiety w życiu społecznym i politycznym, co dokumentuje szczegółowo historia feministek, emancypantek czy sufrażystek. Etymologia tych określeń jest różna i choćby z tego powodu warto o niej wspomnieć.

Określenie sufrażystki pochodzi od francuskiego słowa suffragium, które oznaczało głos wyborczy; emancypantki zaś swoją nazwę zawdzięczają łacińskiemu słowu emancipatio, co w dosłownym tłumaczeniu znaczy wypuszczenie z rąk i odnosiło się do uwolnienia spod władzy.

Śmiało można stwierdzić, że pojęciem parasolowym, obejmującym w polu znaczeniowym dwa powyższe, jest feminizm, który nazwę swą zawdzięcza łacińskiemu słowu femina, czyli kobieta. Ruch ten zakładał i w dalszym ciągu wierny jest tej idei, wyrównanie praw kobiet i mężczyzn w całej rozciągłości życia społecznego, zawodowego i politycznego.

Teoretycznie pierwsze przejawy walki o równouprawnienie i prawo głosu kobiety wykazywały w czasie Rewolucji Francuskiej, m.in. w marszu przekupek na Wersal. Warto jednak cofnąć się o kilkaset lat i przywołać proceder palenia na stosie kobiet, które nie bały się zdobywać wiedzy i na niej zarabiać. Nazywano je czarownicami, a w istocie zajmowały się one ziołolecznictwem czy medycyną.

Pierwszą kobietą, która w jasny sposób sformułowała feministyczną myśl była żyjąca w latach 1748-1793 Olympe de Gouges. Uznała, że skoro kobieta ma prawo zawisnąć na szubienicy, to równie dobrze może zająć miejsce na mównicy.

W naszym kraju, choć wówczas podzielonym przez zabory, kobiety szybko rozpocząć musiały pracę w fabrykach. Powodem były liczne powstania z udziałem mężczyzn, którzy często już z nich nie wracali. Głowami rodziny stawały się więc kobiety, które już nie tylko troszczyły się o dom, ale go utrzymywały. Zdesperowane kobiety okazały się doskonałą i tanią siłą roboczą w fabrykach. Ich pensje już wówczas były niższe nawet o 70% niż mężczyzn. To właśnie w środowiskach robotniczych, które najintensywniej rozwijały się w Wielkiej Brytanii, pod koniec XIX wieku powstał ruch sufrażystek i sufrażetek – nieco bardziej radykalnych. Ich walka koncertowała się na zdobyciu praw wyborczych, a środki, po które sięgały, pozwalały na wyraźne zaznaczenie stanowiska. Niestety nie działo się to bez konsekwencji w postaci więzienia, mandatów, wykluczenia społeczenego. Warto przy tej okazji przywołać postać Emily Davidson, która w 1913 roku podczas wyścigów konnych wyskoczyła z transparentem na sam środek toru i zginęła stratowana przez konia króla Jerzego V. Wróćmy jednak do Polski, a w zasadzie na ziemie polskie.

Na początku XIX wieku Klementyna z Tańskich Hoffmanowa popełniła pierwszą w historii naszego narodu książkę, w której podnosi kwestie potrzeby edukacji kobiet. W połowie XIX wieku, między powstaniami, pojawiła się postać George Sand, pisarki, myślicielki, prywatnie partnerki Fryderyka Szopena. Nie sposób nie wspomnieć w tym miejscu o Zofii Nałkowskiej, która wśród kobiet zasłynęła dzięki swojemu przemówieniu podczas jubileuszu Elizy Orzeszkowej, mówiąc o prawie czerpania przez kobiety przyjemności seksualnej, podobnie jak mężczyźni, a nie wyłącznie skoncentrowanych na prokreacji i macierzyństwie.

Na ziemiach polskich kobiety walczyły również o prawa wyborcze, które przyznał Józef Piłsudski dzięki Aleksandrze Szczerbińskiej, wojowniczce oraz drugiej żonie marszałka. Ciekawostką okazać się może, że wtedy właśnie kobiety masowo przychodziły pod dom Piłsudskiego i stukały w jego parapet parasolkami, manifestując w ten sposób swoje potrzeby względem życia politycznego. I stało się! 28 listopada 1918 roku, dekretem naczelnika państwa, Polki uzyskały prawa wyborcze. Drugim dnem tej historii jest fakt, iż granice kraju po I wojnie światowej ustalane były za pośrednictwem plebiscytów, w których liczba oddanych przez kobiety głosów miała wręcz strategiczne znaczenie. Już w 1919 roku w ławie parlamentu zasiadło kilka posłanek, zaś pierwszą premier wybrano w 1992 roku i była to Hanna Suchocka.

Co nas czeka dziś? Czy istotnie prawa wyborcze i prawo wyboru to wciąż realne możliwości? Czy równość i szacunek, o który walczyły przed laty nasze siostry to scheda powszechnie uznawana? Wreszcie jak dalece w rzeczywistości sięga emancypacja, o której wiele się mówi w kontekście Europy czy krajów wysoko rozwiniętych, a problem jest ogólnoświatowy?

Niech więc „Głos Kobiet” będzie słyszalny i jak najgłośniej wybrzmi o kobietach i dla kobiet!

Projekt plakatu: Alicja Iwańska, Tekst: Ilona Rosiak-Łukaszewicz